Ruszyliśmy sprzed budynku Studium Wychowania Fizycznego i Sportu AP (jeszcze) w Słupsku. W naszej ekipie byli mieszkańcy ziemi słupskiej, w tym także studenci i pracownicy AP.  Jechaliśmy ścieżką rowerową przez Krępę do Nadleśnictwa Leśny Dwór. W Krępie, przy wysadzonym wiadukcie kolejowym, uczestnicy zostali zapoznani z historią kolejki powiatowej jeżdżącej tą trasą przed rokiem 1945. Następnie, w tej samej miejscowości, cała nasza ekipa jednocześnie wchodziła w obręb pnia największego swego czasu w powiecie dębu. Dąb nosił nazwę „Barciś”, ale niestety została po nim tylko nazwa i resztka pnia (ale 18 osób się zmieściło!). 

Po dojechaniu do miejscowości Lubuń, na zachowanym poewangelickim cmentarzu szukaliśmy najstarszego nagrobka i tu dwie nasze uczestniczki, Iwona i Beata, doszukały się zabytku z datą 1876. W związku z tym, że robiliśmy te poszukiwania w formie pewnej rywalizacji, decydowały miesiące. Wygrał kwiecień (przed sierpniem) czyli … najlepszym eksploratorem została Iwona. 

W Skarszowie Dolnym pokonaliśmy (mostem,  nie brodem leżącym nieopodal) dopływ Słupi – Skotawę.  Jadąc dalej, częściowo wzdłuż nasypu nieistniejącej kolejki, dotarliśmy do naszej bazy czyli pola biwakowego Leśny Dwór nad rzeką Słupią. 

Po przerwie odpoczynkowej, ognisku i pieczeniu kiełbasek, grupa chętnych udała się do elektrowni Konradowo i Krzynia. Ta dodatkowa pętla (19 km) wokół obu jezior zaporowych pozwoliła na zapoznanie się z historią i budową obu zapór ziemnych, urządzeń hydrotechnicznych, jazów, kanałów doprowadzających wodę do elektrowni. Po drodze także obejrzeliśmy pomnikową sosnę „Gruba Berta” i starorzecza Słupi. Ujrzeliśmy też  zagospodarowanie turystyczne Konradowa i Krzyni, przy którym niestety nie wszystkie uwagi miały nastrój optymistyczny.

Wjazd z Krzyni do Krzynki przypominał trochę jazdę w górach, ale Ci co podjechali mieli olbrzymią satysfakcję. Obejrzeliśmy tu resztki założenia dworku myśliwskiego von Zitzewitzów (niestety spalonego w 1984 r.), do którego wg legendy przyjeżdżał na polowania Hermann Göring, a także urocze jary schodzące do terasów zalewowych rzeki Słupi. 

Jadąc skrajem wysoczyzny zapoznaliśmy się z hodowlą konika polskiego, w celu zachowania gatunku. Mieliśmy trochę szczęścia, gdyż akurat byliśmy świadkiem randkowania kilku osobników.

Po dojechaniu znowu do Leśnego Dworu i pewnym odpoczynku, przystąpiliśmy do rywalizacji w ramach konkurencji przygotowanych przez pracowników SWFiS. Okazuje się, że rower może stanowić bazę do fajnej rywalizacji w ramach rekreacji. Otoczenie przyrody, słoneczna aura, przyjazna atmosfera potęgowały atmosferę dobrej zabawy. Na koniec tejże, pierwszej trójce w każdej konkurencji wręczono drobne nagrody.

W drodze powrotnej do domu wykorzystaliśmy inną przeprawę przez Skotawę (dawny most kolejowy) oraz inny fragment trasy ciuchci. W sumie przejechaliśmy 53 km (34+19 km). 

Po dojechaniu do miejsca rozpoczęcia imprezy wszyscy uczestnicy serdecznie podziękowali organizatorom (mgr Małgosi i mgr Joli, dr Robertowi i mgrom Markom) za wspaniale zorganizowaną zabawę.